Dzieciaki nie mają łatwego życia. Cierpią katusze, kiedy rano mają wstać do szkoły, nienawidzą gramatyki (a zwłaszcza tych trudnych zaimków!), robią sobie głupie kawały i marzą, żeby zostać superbohaterami. Cykl „Ariol” autorstwa znanego z fantastycznego „Fotografa” Emmanuela Guiberta (scenariusz) i Marca Boutavanta (rysunek) to kolejna pozycja przeznaczona dla małoletniego czytelnika.

Na album „Wszyscy jesteśmy osiołkami” składa się dwanaście krótszych historii wziętych z życia całkiem zwyczajnego tytułowego bohatera. Nie sądzę, żeby Ariol miał więcej niż jedenaście, może dwanaście lat (komiks przeznaczona jest dla dzieci powyżej dziesiątego roku życia). Robi on wszystko, co się w tym wieku robić powinno. Codziennie więc musi pojawić się w tej nudnej szkole, gdzie spotyka się z resztą klasy i próbuje jakoś przetrwać kolejne lekcje. Gdyby nie zawsze skory do głupich kawałów Ramono byłoby z tym krucho. 

Po ostatnim dzwonku trzeba wrócić do domu i rodziców, którzy zwykle nic nie rozumieją, ale przynajmniej jest czas, aby poczytać komiksy i spotkać się z piękną Petulą, która za nic nie chce dostrzec, że Ariol chce być kimś więcej, niż tylko jej przyjacielem. Ale w tej spokojnej egzystencji zdarzają się również wydarzenia cokolwiek niezwykłe. Zwyczajna wycieczka do bankomatu z tatą może niepostrzeżenie zamienić się w sceną rodem z filmu sensacyjnego (ale tylko w wyobraźni), a wypad do kina skończyć się zuchwałą kradzieżą rodem z jakiegoś „heist movie” (o ile pełniąca rolę dorosłej opiekunki babcia pozwoli).

Te „codzienne przygody” oddaną zostały w sposób urokliwy, szczególnie z perspektywy dorosłego, któremu zdarza się tęsknić do beztroskich czasów, kiedy największym problemem była zbliżająca się kartkówka z przypadków. Emmanuel Guibert napisał historie bardzo ciepłe, radosne. optymistyczne, w których dzieciństwo przedstawione jest w sposób wręcz idylliczny. Muszę przyznać, że w pewnym momencie takie stężenie cukru zaczęło mi nieco przeszkadzać, ale (na szczęście!) pojawiły się także gorzkie epizody wyłamujące się z tego schematu.

 

W kreacji świata przedstawionego autorzy uciekli to popularnego chwytu antropomorfizacji, a więc przedstawienia ludzkich bohaterów, jako zwierząt. Ale zamiast korzystać z wyświechtanych piesków, kotków i misiów postawili na osła (którym jest główny bohater), świnie (to właśnie jego najlepszy kumpel), krowy (jego miłość, Petula) czy… muchy (przyjaciółka Scysja) i wyszło to całkiem fajnie. Całość w swojej wymowie jest bardzo uniwersalna, choć podskórnie czułem, że mam do czynienia z produkcją francuską. Nie mogłem się również pozbyć wrażenia, że „Ariol” momentami zbyt mocno zakorzeniony został w konwencjonalnych rozwiązaniach fabularnych charakterystycznych dla komiksów dla dzieci. To w zasadzie jest mój największy zarzut wobec tej pozycji – Guibert i Boutavant trzymają się utartych i sprawdzonych szlaków, zarówno w wersji wizualnej, jak i fabularnej, a nad całością unosi się duch „Mikołajka” Goscinnego i Sempego.

Oprawa graficzna prezentuje się więcej niż dobrze. Boutavant ze swoją uproszczoną i bardzo delikatną kreską potrafi świetnie oddawać zarówno emocje bohaterów, jak i dynamikę akcji. Narracja prowadzona jest w bardzo przejrzysty sposób, tak więc dzieciaki nie będą miały najmniejszych problemów, aby nadążać za akcją.  

Rodzima edycja „Un petit âne comme vous et moi” za którą odpowiedzialne jest debiutujące na rynku komiksowym wydawnictwo Adamada przygotowana została starannie i z należytą dokładnością. Pochwalić należy polski przekład. Rzecz jasna nie znając francuskiego oryginału mogę tylko przypuszczać jak wyglądały zabawy z językiem Guiberta w oryginale, ale wszystko wskazuje na to, że Tomasz Swoboda wykonał kawal dobrej roboty. Język „Ariola” jest lekki, urokliwy i sprawia wrażenie nieco staroświeckiego. Korekta – prawdziwa zmora polskich wydań – w tym przypadku stanęła na wysokości zadania. Trudno też zarzucić cokolwiek jakości wydania, zarówno pod względem estetycznym, jak i jakościowym.

Wśród komiksów przeznaczonych dla dzieci panuje duży tłok i ostra konkurencja. Rodzice naprawdę mają w czym wybierać. „Ariol” to pewnością pozycja godna uwagi, którą z czystym sumieniem mogę polecić każdemu, kto szuka akurat komiksu w tej kategorii wiekowej, ale do najlepszych, czyli „Hildy” czy komiksów Tomasza Samojlika wciąż sporo mu brakuje. W szkolnej skali komiks Emmanuela Guibserta i Marca Boutavnta oceniłbym na mocną czwórkę. 

Recenzja pochodzi ze strony: http://kolorowezeszyty.blogspot.com/