O JAK OSIOŁ

Tradycja europejskiego humorystycznego komiksu dla dzieci jest bardzo długa. Ale jednocześnie jest to tradycja dzieł niezwykle udanych, kultowych nie tylko na starym kontynencie. Trudno więc się mierzyć z jej klasyką czy też największymi hitami, a jednak wciąż powstają serię, które udowadniają, że możliwe jest godne kontynuowanie ich spuścizny. Jedną z nich zdecydowanie jest „Ariol”, niepozorna opowieść potrafiąca dostarczyć satysfakcjonującej rozrywki zarówno dzieciom, jak i dorosłym.

Zanim omówię co konkretnie dzieje się w tym tomie, przypomnijmy sobie o co w tym wszystkim właściwie chodzi. Świat, w którym toczy się akcja „Ariola” to świat, gdzie nie ma ludzi, a są gadające zwierzęta. Tytułowym bohaterem jest mały osiołek (Ariol to w językach berberyjskich określenie osła właśnie), który chodzi do szkoły, uwielbia komiksy o „Super-Koniu”, marząc by samemu zostać bohaterem i kocha się w pięknej śwince Petuli, pozostając ślepym na uczucia, jakimi darzy go mucha Scysja. Jego najlepszym przyjacielem jest prosiak Ramono i razem miejsce do zabaw potrafią znaleźć wszędzie, nie zależnie od tego czy jest ono bezpieczne, czy też nie, albo czy takie, w którym rzeczywiście powinni się bawić.

 

Co na bohaterów czeka w tym tomie? Ariol i Ramono spędzają czas u dziadków tego pierwszego, ale naszemu osiołkowi spać nie dają komary. Postanawia coś z tym zrobić, jednak tylko pogarsza sytuację. W końcu dochodzi do problemów, które osiągną poziom niemalże rodem z filmu kryminalnego. Potem, już po powrocie do szkoły, wybucha epidemia ptasiej grypy, a że w klasie nie brak uczniów-ptaków, niektórzy zaczynają panikować. Ale nie Kwaks, kaczor, który chciałby zachorować… żeby dostać pianino.

A to zaledwie początek tego, co czeka na bohaterów. Dla Ariola nawet wyprawa na stację benzynową potrafi zmienić się w komedię pomyłek, rodzinę odwiedzi wujek, nasz osioł odkryje uroki graffiti, a wraz z Ramono pójdą do kościoła, gdzie, oczywiście, narozrabiają. W skrócie: jak zwykle będzie się działo.

A czytelnicy będą znakomicie bawić się, czytając ten album. Seria nie traci ani klimatu, ani jakości, ani tym bardziej werwy. Najsłabiej ze wszystkich albumów wypada jak dotąd pierwszy, ale i on był naprawdę znakomity i wciągający. Kolejne tylko podniosły poprzeczkę i trzymają znakomity poziom, bawiąc, trochę ucząc – ale nie za dużo – a przede wszystkim w ciekawy sposób ukazując prawdę. Bo „Ariol” nie jest komiksem grzecznym, tematyką bliżej mu np. do „Titeufa” niż typowych komiksów dla najmłodszych. Bohaterowie bawią się, czasem pojawiają się nago, poruszają też nieszczególnie grzeczne tematy i na pewno nie są wzorem do naśladowania. Ale takie są dzieci i najmłodsi czytelnicy z pewnością rozpoznają w Ariolu i jego kolegach samych siebie. Starsi natomiast z pewnością przypomną sobie swoje własne wcielenia sprzed lat.

I właśnie ta prawda jest taka ujmująca. Pazur, jaki ma ta seria też wyróżnia się na tle podobnych, ale często nijakich komiksów dostępnych na rynku. Całość znakomicie poprawia humor, jest ciekawa, a przy okazji ma naprawdę znakomitą szatę graficzną. Rysunki są proste i cartoonowe, ale często potrafią zachwycić genialnie w swej prostocie oddanymi plenerami. Całość podkreśla równie prosty, ale udany kolor, a na koniec jest też naprawdę dobre wydanie, na grubszym papierze offsetowym (lepiej pasującym do „Ariola” niż kredowy). Dlatego też polecam gorąco – zarówno ten tom, jak i całą serię. Są tego naprawdę warte, nie ważne ile macie lat.

Recenzja pochodzi ze strony: https://sztukater.pl