Wprawdzie Dzień Dziecka już za nami, ale jak wiadomo, niepotrzebne są specjalne okazje, by sprezentować dziecku komiks. Szczególnie jeśli jest to komiks zabawny i interesujący. A taka właśnie jest seria „Ariol” opowiadająca o przygodach małego osiołka, jego przyjaciół, rodziców oraz dziadków. Właśnie ukazał się piąty tom, zatytułowany „Co gryzie muchę S?” Tytułowa mucha S. to Scysja – koleżanka Ariola z klasy. Jest ona do szaleństwa w nim zakochana, ale jak to zwykle w przypadku szkolnych miłości bywa – bez wzajemności. Ariol kocha bowiem Petulę. Dla porządku dodajmy tylko, że raczej bez wzajemności.

Piąta odsłona serii Emmanuela Guiberta oraz Marca Bouavanta znów zawiera dwanaście krótkich historyjek, w których główną rolę odgrywa rezolutny Ariol oraz jego najlepszy kolega Ramono. Tym razem szkolni kumple spędzają sporo czasu u dziadków Ariola. Bawią się tu beztrosko ku utrapieniu miejscowych marynarzy. Poza tym grają w „Słowopoli”, ale z uwagi, że jest to gra, przy której trzeba myśleć, Ramono niezbyt entuzjastycznie do niej podchodzi. Wspólnie z babcią Ariola robią zakupy na rynku, poznając przy okazji miejscowe zwyczaje. Ariol ze swoim przyjacielem i jego rodzicami wyrusza także na piknik do lasu. Mały bohater stara się również pomóc tacie przy zmianie koła, ale nie wychodzi mu to najlepiej. Pełny sukces natomiast osiąga podczas wyprawy z babcią do sklepu. Gdyby nie jego świeżo zawarta przyjaźń ze Świętym Mikołajem na pewno nie udałoby się wymienić ekspresu do kawy. W albumie znalazły się także opowieści, w których ważną rolę odgrywa tytułowa mucha S. Scysja najpierw przyłącza się do Ariola i Ramono, by wspólnie z nimi przygotować referat do szkoły, a później pomaga małemu osiołkowi przejść badania wzroku u okulisty, który prywatnie jest jej ojcem. W albumie jest także moment nostalgiczny – Ariol spotyka się mianowicie ze swoją dawną opiekunką.

 

Piąty tom serii przynosi zatem kolejną porcję zabawnych przygód utrzymanych w konwencji, którą znamy z poprzednich odsłon tej opowieści. Emmanuel Guibert znalazł patent na historie o Ariolu i cały czas sprawdza się on doskonale. Krótkie, zabawne i inteligentnie spuentowane historie właściwie same się czytają. Również w warstwie wizualnej nie ma żadnych niespodzianek. Marc Boutavant konsekwentnie utrwala swoją graficzną wizję uniwersum Ariola. Przygody niesfornych uczniów przedstawione zostały za pomocą delikatnej, nieco rozedrganej kreski. Kreskówkowe wizerunki postaci i dość precyzyjnie rozrysowane tła tworzą interesującą i miłą dla oka całość. Ciepłe, pastelowe barwy Rémiego Chauranda sprawiają, że komiks ogląda z dużą frajdą.

Kolejna porcja zwariowanych przygód szkolnych przyjaciół nie zawodzi. Historyjki zamieszczone w piątym tomie znów pełne są zabawnych sytuacji, pomysłowych zabaw oraz intrygujących pomysłów. Przygody Ariola i jego kolegów nadal świetnie się czyta i z czystym sumieniem można podsunąć tę lekturę młodym czytelnikom. Można również czytać je wspólnie z dziećmi. Każdy wariant sprawdzi się na pewno doskonale.

Recenzja pochodzi ze strony: https://paradoks.net.pl/