Wyszedł z tego cało, nawet niezbyt mokry

Podobał mi się komiks Wszyscy jesteśmy osiołkami. Natomiast druga odsłona przygód Ariola bardzo mi się podobała. Wydawać by się mogło, że album Być jak Superkoń niczym się od jedynki nie różni. Ot, nowe przygody tytułowego bohatera, które tym razem rozpoczynają się od wspólnego z Ramono wyjazdu na wakacje nad morze. Chłopcy jadą sami pociągiem do dziadków Ariola. Podoba mi się, że temu wydarzeniu autorzy poświęcają kilka rozdziałów.

Podróż pociągiem może być pełna niebezpieczeństw, ale nie dla przyjaciół, a dla innych podróżnych. Starsza pani, która obiecała mamie Ariola, że będzie miała baczenie na chłopaków, wspólnej podróży omal nie przypłaca życiem. Spokojnie, spokojnie. Kobieta przeżyła, ale ze spotkania wyniosła pewnie wielkiego guza i zszargane nerwy. Biedna, żal mi jej. Dwaj przyjaciele ani przez chwilę nie są świadomi swego złego wpływu. Taki sposób konstruowania przez scenarzystę fabuły powoduje mimowolne (tj. lekkie i niewymuszone) pojawienie się wielu bardzo śmiesznych scenek i epizodów.

 

Recenzowany tom łącznie zawiera trzynaście fabuł. W każdej występuje tytułowy bohater, jego koledzy i przyjaciele ze szkoły. Ważne role do odegrania dostają także dorośli, nie tylko rodzice i nauczyciele, ale także przypadkowo spotkane osoby. Ciężko mi się zdecydować, która z opowieści podoba mi się najbardziej, waham się między: 1) Naklejki (genialna, rozbrajająca pointa); 2) Dobra książka (Ariol demoluje księgarnię i powoduje kontuzję księgarza); 3) Ariol sadzi drzewo (świetna i przezabawna rola pana Tykwy, który jest miejskim ogrodnikiem); 4) Prysznic (Ariol zostaje zmuszony do kąpieli, rysownik ukazuje szczegóły męskiej anatomii).

Inne, nie wymienione przeze mnie, opowieści przypadną do gustu młodszym czytelnikom, ponieważ w dużym stopniu opowiadają o ich codzienności w szkole czy na podwórku. Dotykają sytuacji znanych i rozpoznawalnych, takich jak: wizyta u lekarza w celu szczepienia, przechwałek kto ma lepszego i silniejszego tatę, naśmiewania się z nauczycieli czy przeżywania szkolnej miłości. Ważne, że każdy z wymienionych epizodów niesie ze sobą duży potencjał humorystyczny. Komiczne są także wypowiedzi Ariola i jego kolegów. Wielkie brawa dla tłumacza, który dobrze sobie z nimi poradził. Dla przykładu: „Bitonio po szczepionce był sparaliżowany na resztę życia przez dwa dni!”.

Jeśli miałbym przyrównać serię Guiberta i Boutavanta do jakiś innych komiksów dla dzieci, to przywołałbym Hildę oraz Sisters. Zasadnicza różnica między wspomnianymi komiksami, a Ariolem polega na tym, że omawiana pozycja skupia się na chłopcach, ich problemach, emocjach, zabawach i psotach. I może stąd bierze się moja atencja dla tego tytułu. Zresztą nie tylko moja. Na zakończenie pozwolę sobie przytoczyć słowa profesora Jerzego Szyłaka zamieszczone na portalu gildia.pl: „Bardzo urokliwy komiks dla dzieci młodszych: perypetie uczniów szkoły podstawowej, przedstawionych jako zwierzątka. Dowcipne, oparte na celnych obserwacjach, bezpretensjonalne i znakomicie (z wyczuciem) przetłumaczone”. Niecierpliwie czekam na trzeci tom, który ma się ukazać już na wiosnę.

Scenariusz: 5+
Rysunki: 5
Kolory/cienie: 5+

 

Recenzja pochodzi ze strony: https://dybuk.wordpress.com